Dwie trzecie osób poddawanych leczeniu niepłodności może nadal stosować drogie i często niepotrzebne dodatki do in vitro.
Jednak z ogólnokrajowego badania wynika, że kliniki leczenia niepłodności dokładnie wyjaśniają koszty dodatkowego leczenia w mniej niż połowie przypadków i ostrzegają jedynie jedną trzecią osób o potencjalnym ryzyku.
W zeszłym roku Urząd ds. Konkurencji i Rynków wydał wytyczne dla klinik leczenia niepłodności, aby dopilnowały, aby nie sprzedawały one w niewłaściwy sposób dodatkowych metod leczenia, co może zwiększyć koszt każdej próby zapłodnienia in vitro nawet do 2500 funtów.
Pozbawione skrupułów kliniki zajmujące się zapłodnieniem in vitro sprzedają drogie dodatki potencjalnym matkom szukającym pomocy w zajściu w ciążę, zdjęcie z akt
Krajowe badanie pacjentów przeprowadzone przez Human Fertilisation & Embryology Authority (HFEA) zapytało kobiety o ich doświadczenia
Jednak najnowsze krajowe badanie pacjentów przeprowadzone przez Urząd ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka (HFEA), który reguluje branżę związaną z płodnością, wykazało, że tylko 46 procent osób, które stosowały leczenie wspomagające, uważało, że ich klinika jasno wyjaśniła, jak prawdopodobne jest, że leczenie zwiększy ich szansę na posiadanie dziecka. Jest to ważne, ponieważ w wielu przypadkach ludzie płacą za niesprawdzone terapie.
Ponad jedna czwarta pacjentek i partnerów spośród 1233 ankietowanych stwierdziła, że korzysta z „fotografii poklatkowej”, która polega na robieniu tysięcy zdjęć rosnących zarodków w celu pozornego wybrania tego, który ma największe szanse na urodzenie dziecka. Organ regulacyjny ostrzega pary, że nie ma wystarczających dowodów, aby wykazać, czy technika ta zwiększa szanse na posiadanie dziecka, mimo że potencjalnie kosztuje około 800 funtów.
Tymczasem jedna na 20 zdecydowała się na kontrowersyjną procedurę zwaną wspomaganym wylęgiem, która może kosztować nawet 600 funtów.
Uważa się, że pomaga zarodkowi „wykluć się” z grubej warstwy białka, dzięki czemu kobieta może zajść w ciążę. Jednakże leczenie może uszkodzić zarodek i nie ma wysokiej jakości dowodów na to, że poprawia odsetek ciąż. I chociaż zapłodnienie in vitro jest skuteczne u większości osób bez dodatkowych terapii, jedna trzecia osób przyznała się również do stosowania akupunktury. Twierdzenie, że akupunktura może zwiększyć przepływ krwi do macicy, nie jest poparte jednoznacznymi dowodami.
Chociaż pacjentki mogą wybierać akupunkturę w celu poprawy swojego samopoczucia i poziomu stresu, niektórzy eksperci obawiają się, że ludzie mogą wierzyć, że pomoże im to zajść w ciążę.
Peter Thompson, dyrektor naczelny HFEA, powiedział: „Przed rozpoczęciem leczenia niepłodności kliniki muszą jasno uświadomić pacjentom, na czym polega dodatek do leczenia, jakie jest prawdopodobieństwo zwiększenia ich szans na pomyślną ciążę i ile będzie to kosztować. Nasze Krajowe Badanie Pacjentów przeprowadzone w 2021 r. pokazuje, że nie zawsze tak jest i nie można tego tolerować”.
Ankieta przeprowadzona między 2 listopada a 7 grudnia ubiegłego roku pokazuje, że najpopularniejszym dodatkiem jest akupunktura, zaraz po fotografii poklatkowej.
Na trzecim miejscu, wybrany przez 16 procent respondentów, znalazł się „klej do zarodków”, a kolejne 15 procent zapłaciło za „skrobak do endometrium”, który podobno zwiększa podatność macicy na ciążę.
